Przejdź do głównej zawartości

"Samotne" macierzyństwo


Wpis archiwalny z 19.11.2017


„Samotne”  macierzyństwo

Dzisiejszy wpis na blogu będzie dość osobisty. Powstawał w mojej głowie co najmniej od sierpnia, czyli jakieś 3 miesiące. Pierwotnie miał mieć zupełnie inny kształt, ale im dłużej myślałam nad tematem tym bardziej wielowymiarowy mi się on wydał.
Początkowo chciałam napisać kilka przemyśleń nad życiem samotnej matki, czyli takiej, która wyłącznie zajmuje się dzieckiem bez pomocy partnera na codzień. Ale nie do końca o tym za chwilę przeczytacie.
Zacznijmy może od tego, że zwrot samotna matka ma dość pejoratywne znaczenie. Samotna matka, to ta która jest zdana na siebie, ponieważ ojciec dziecka w ogóle się nie angażuje, bo np. nie żyje, siedzi w więzieniu, ulotnił się po prostu.  Właśnie ja zupełnie nie o tym chcę dziś pisać.
Ja sama doświadczam w tym momencie samotnego macierzyństwa z powodów emigracji zarobkowej męża. Nie jestem więc samotną matką w znaczeniu takim jak napisałam powyżej. Zaczęłam się jednak zastanawiać czy inne matki, lepiej lub gorzej mi znane nie są tak samo samotne jak ja mimo, że mają ojców swoich dzieci „na miejscu”?
Dużo już stworzono wpisów nt. tego jak bardzo różni się dzisiejsze macierzyństwo od choćby czasów kiedy nasze mamy wychowywały nas. Wiele burz przetacza się na forach, na grupach, w komentarzach pod wpisami na blogach na temat tego:  kto miał lepiej, kto gorzej; jak było kiedyś, jak jest teraz, ale nie o to chodzi…
Ja doszłam do wniosków, bardzo smutnych niestety, że niezależnie od tego czy żyje się nam lepiej czy gorzej, czy mamy łatwiej (bo pampersy, słoiczki, elektroniczne nianie, piękne ubranka, dobre wygodne wózki itd.) czy trudniej, my jako matki jesteśmy po prostu w swej roli samotne…
Nie musi to być jak napisałam samotność taka fizyczna, chodzi o emocjonalną samotność matek.
Kiedyś rodziny były wielopokoleniowe, mieszkały bliżej siebie. Dziś często ludzie poznają się na studiach w większym mieście z dala od rodzinnych stron. Biorą ślub, znajdują pracę i kupują mieszkanie i są trochę sami, no ale przecież mają siebie. I rodzi się pierwsze upragnione dziecko…
Kobieta, przynajmniej przez pierwsze miesiące, zostaje z maluszkiem w domu, nadal mają siebie… Jest ich teraz troje, ale… No właśnie to jest ten moment kiedy zaczyna się samotność kobiet. Oczywiście nie wszystkich. Nie wszystkie dzisiejsze matki są w takiej sytuacji jak opisałam, część ma to szczęście, że ma blisko swoją mamę i/lub teściową. Niemniej jednak wydaje mi się, że większa, a nie mniejsza część z dzisiejszych młodych matek doświadcza jednak samotności. Mężowie, partnerzy pracują, przecież muszą. Zrozumiałe. Tylko, że po pracy często są już zbyt zmęczeni na cokolwiek. Wiem zaraz się podniesie na mnie fala męskiej krytyki, że uogólniam, generalizuję, że chętni by się zamienili rolami z kobietami.
Nie wiem czy dobrze potrafię wyjaśnić o co tak naprawdę mi chodzi, ale spróbuję.  Dla mnie ta samotność matki w macierzyństwie to poczucie wyłącznej odpowiedzialności za dziecko. Owszem ojcowie są zaangażowani np. chodzą razem z żoną i dzieckiem do lekarza, ale gdy pada pytanie: a co Pan sądzi? to odpowiedź brzmi: niech żona zadecyduje ona lepiej wie…
A może my matki wcale nie chcemy być głównymi osobami w życiu naszych dzieci, które za nie odpowiadają? Może my chcemy móc mieć wątpliwości i zrzucić czasem odpowiedzialność na ojca dziecka? Czemu matka musi wiedzieć? A jak nie wie to się dowie, od swojej matki, teściowej czy koleżanki. Czemu to matka zna potrzeby, przyzwyczajenia, grymasy, czynności do wykonania przy dziecku? Ojciec też zna … jeśli zechce… A matka zna, bo chce i nie wybiera czy się nimi zainteresuje czy nie.
Podsumowując – dla mnie matki, wiele moich koleżanek, które siedzą z dziećmi od 8 -18, mierząc się z całą rzeczywistością około dzieciową wiodą właśnie „samotne” macierzyństwo...
Dla mnie samotne macierzyństwo to po porostu nieobecne ojcostwo.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis to proszę udostępnij go,  polub stronę bloga na fb.

A jeśli się nie zgadzasz to też daj znać. Zapraszam do dyskusji. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Urodzinowe prezenty dla dziecka

Dziś coś bardzo na czasie w ostatnim czasie u nas. Kto śledzi facebooka ten wie, że A. miał właśnie drugie urodziny. A jak urodziny to wiadomo prezenty. Jak to wyglądało u nas i co zrobić, żeby nie zostać zasypanym niechcianymi i niepotrzebymi prezentami? Na pewno nie na wszystko mamy wpływ, ale możemy spróbować coś zrobić. 😊 Fajnie gdy goście są "zdyscyplinowani" i sami pytają się co może sprawić radość obdarowywanemu dziecku, czym się bawi lub czego potrzebuje. Ale jeśli nie to możemy sami stworzyć listę prezentów, najlepiej, żeby zawierała prezenty o różnym przedziale cenowym tak aby każdy z kupujących wybrał coś na co zwyczajnie go stać,  a my w ten sposób nie narzucamy kupna drogich upominków i dobrze by lista była obszerna aby goście nie czuli, że coś im jest narzucane. My rok temu skorzystaliśmy z rowiązania listy prezentowej i chyba obie strony były zadowolone. A zabawkami z przed roku A. bawi się do dziś, bo były po prostu trafione. Jeśli ktoś nie chce kupować...

Prywatność dziecka

Temat moim zdaniem bardzo ważny. Chcę napisać kilka słów na temat tego dlaczego nie upubliczniam nawet najbliższym znajomym zdjęć mojego synka, na których można by go rozpoznać. Śledzę dużo parentingowych blogów czy grup dla mam i w sumie przeraża mnie z jaką łatwością są tam wystawiane zdjęcia dzieci. Nawet dziwią mnie ogłoszenia na grupach sprzedażowych, w których mamy "dla przyciągnięcia uwagi" dorzucają zdjęcie własnego dziecka... Pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, albo stwierdzi, że jestem przewrazliwiona, ale nie chcę żeby cały świat znał moje dziecko. Jasne czasem mnie korci żeby się pochwalić A., ale z szacunku do Niego i w trosce o Jego bezpieczeństwo nie robię tego. Poza tym skoro mój syn jeszcze nie może sam zadecydować o tym jakie zdjęcia chce upublicznić to czemu ja mam robić to za niego? Pamiętacie, że w internecie nic nie ginie. Każdy może sobie zapisać zdjęcie Waszej pociechy na dysku swojego urządzenia i wolę nawet nie naprowad...